Musz podoa - po raz nieskoczony przekonywa sam siebie misjonarz, stojc w oknie pustego przedziau. Zniky patynowane dachy miasta. Wilana smuga wtopia si w szaro horyzontu. Tylko rosochate wierzby pochylay si wzdu kolejowego nasypu. Od pl wiao melancholi padziernika. By rok tysic osiemset dziewidziesity smy. 